...Post, kolejny jesienny dzień:) Weekend minął nam wspaniale, a to za sprawą cudownej pogody! Sobota była ogródkowa. Musiałam wywieźć trochę gałęzi i kamieni. Nie wiem, kiedy ten nasz ogródek będzie ładny, może dopiero pod koniec przyszłego roku. Ale nie od razu Rzym zbudowano! Posadziłam też troszkę krokusów, tulipanów i szafirków, żeby choć kilka kwiatuszków cieszyło moje oko wiosną. Mam cichą nadzieję, że poprzedni właściciele mieli tu jakieś cebulowe kwiaty i że wyrosną one wiosną, ale na wszelki wypadek muszę mieć tez swoje. Małżonek mój pracował nad fundamentem pod taras. A raczej pod tarasowejście. Wcześniej mieliśmy brzydkie, betonowe schody wejściowe, które były nieco pokruszone od mrozu. Teraz w ich miejscu będą drewniane, z tarasem o powierzchni ok 7m kwadratowych. Rankiem i południem jest to bardzo słoneczne miejsce, przyda się więc mieć tam stolik z krzesłami. A w niedzielę byliśmy na małej przejażdżce. Nie mogłam wprost nacieszyć się spacerem pośród drzew i jezior. Nie przeszkadzał mi nawet silny, zimny wiatr!
A teraz pokażę mój jesienny świecznik. Niedawno odwiedziłam sklepik z różnymi gratami (który odkrył mój mąż w drodze z pracy) i kupiłam dużo różności, między innymi śliczną szklaną wazę. Posłużyłam mi jako świecznik ozdobiony skarbami lasu. Są w niej kasztany, patyki z porostami, wrzosy, szyszki. Stroik stoi na stoliku w salonie i co wieczór zapalamy w nim świeczuszkę.
Na zakończenie kolejny drobiazg zakupiony w wyżej wspomnianym sklepiku: zielony świecznik na łańcuszku. Zbliżają się chłody i ciemności, a nic tak nie ociepla atmosfery domowej jak zapalone świece czy latarenki:) Uwielbiam!
Moja przygoda blogowa zaczęła się całkiem niedawno i wiele muszę się nauczyć. Mam nadzieję, że będę ulepszać z czasem moje posty i zdjęcia:) Jak wiecie, zajmuje to mnóstwo czasu, który nie zawsze jest. Miło mi, że są ludzie tu zaglądający:)
Pozdrawiam z południa północy:) B.
poniedziałek, 8 października 2012
wtorek, 2 października 2012
Kominek
Tak jak wspominałam ostatnio, będzie o naszym nowym piecu. Jesień to początek sezonu grzewczego (my palimy już od dwóch tygodni każdego wieczora), a kominek to chyba najprzyjemniejszy sposób ogrzewania :) Kiedy kupiliśmy dom, źródłem ogrzewania był piec olejowy. Taki stojący w salonie i udający piecyk kaflowy, ale było toto opalane olejem. Przed domem stała beczka ze znaczkiem Statoil - zapasy oleju opałowego. Brzydkie to było, śmierdzące i nie wyobrażaliśmy sobie by tego używać! Być może czterdzieści lat temu był to cud techniki, ale czasy świetności ten piec miał już za sobą. I powiedzmy sobie szczerze - ani to ekologiczne, ani przyjemne, ani tanie! Zwłaszcza koszty są dość wysokie. Zdziwiona byłam, ze w Norwegii, kraju lasów i dbania o środowisko, takie rzeczy są w domach. Przecież tu się pali drzewem!
Wielu mieszkańców nawet na oczy nie widziało węgla, a gaz tylko eksportują (gotuje się, ogrzewa wodę, itp tylko i wyłącznie przy użyciu energii elektrycznej). Od razu postanowiliśmy, że trzeba kupić piec, taką kozę - kominek, który nas ogrzeje w zimowe dni i będzie przy okazji ładny.
Skandynawowie są moim zdaniem mistrzami w produkcji takich piecyków, są one ładne, wydajne i długowieczne. Do wyboru są duńskie, norweskie, fińskie czy szwedzkie, naprawdę doskonałej jakości. Ceny są bardzo różne, w zależności od wydajności i wielkości. My zdecydowaliśmy się na piec drogi, ale oszczędny i niezwykle wydajny, bo obłożony specjalnym kamieniem magazynującym ciepło. I już wiemy, ze ta inwestycja szybko się zwróci! Piecyk ten ogrzewa nam cały jeden poziom, czyli ok 91 metrów kwadratowych (nie grzeje tylko piwnicy, tam jest inny, z resztą tam może być zimno). Stoi w salonie, ale blisko przedpokoju i kuchni, toteż ciepło równomiernie się rozchodzi.
Oto nasz kominek z katalogu producenta (szwedzka Contura):
U nas wydaje się większy, no i jeszcze nie ma tak pięknego otoczenia. Na ścianie w salonie jest okropna tapeta, a przedpokój jest pomalowany na niebiesko i bordowo, po prostu tragedia;) Będziemy musieli to zmienić, ale nie da się wszystkiego na raz zrobić. Podczas czyszczenia starego tynku z komina okazało się, że pod spodem znajduje się stara ładna cegła. Komin w założeniu miał być obłożony kamieniem, ale postanowiliśmy, że cegła zostaje! Dość ciemno w tej chwili się to prezentuje, bo brak nam dobrego oświetlenia, przedpokój jest ciemny, a nie mam też dobrej lampy do aparatu, ale z czasem nasz dom nabierze światła!
Tak wygląda ten piec u nas:
Październik zaczął się u nas ciepło i słoneczne. Drzewa przybrały teraz najpiękniejsze jesienne barwy, poranki są cudownie mgliste, a ja jestem szczęśliwa:) Oby ten stan trwał jak najdłużej:)
Zabieram się do zrobienia choć kilku jesiennych dekoracji, mam pomysł, ale czasu na wykonanie brak. Jedynie udało mi się znaleźć kilka kasztanów.
Pozdrawiam jesiennie:)
Wielu mieszkańców nawet na oczy nie widziało węgla, a gaz tylko eksportują (gotuje się, ogrzewa wodę, itp tylko i wyłącznie przy użyciu energii elektrycznej). Od razu postanowiliśmy, że trzeba kupić piec, taką kozę - kominek, który nas ogrzeje w zimowe dni i będzie przy okazji ładny.
Skandynawowie są moim zdaniem mistrzami w produkcji takich piecyków, są one ładne, wydajne i długowieczne. Do wyboru są duńskie, norweskie, fińskie czy szwedzkie, naprawdę doskonałej jakości. Ceny są bardzo różne, w zależności od wydajności i wielkości. My zdecydowaliśmy się na piec drogi, ale oszczędny i niezwykle wydajny, bo obłożony specjalnym kamieniem magazynującym ciepło. I już wiemy, ze ta inwestycja szybko się zwróci! Piecyk ten ogrzewa nam cały jeden poziom, czyli ok 91 metrów kwadratowych (nie grzeje tylko piwnicy, tam jest inny, z resztą tam może być zimno). Stoi w salonie, ale blisko przedpokoju i kuchni, toteż ciepło równomiernie się rozchodzi.
Oto nasz kominek z katalogu producenta (szwedzka Contura):
U nas wydaje się większy, no i jeszcze nie ma tak pięknego otoczenia. Na ścianie w salonie jest okropna tapeta, a przedpokój jest pomalowany na niebiesko i bordowo, po prostu tragedia;) Będziemy musieli to zmienić, ale nie da się wszystkiego na raz zrobić. Podczas czyszczenia starego tynku z komina okazało się, że pod spodem znajduje się stara ładna cegła. Komin w założeniu miał być obłożony kamieniem, ale postanowiliśmy, że cegła zostaje! Dość ciemno w tej chwili się to prezentuje, bo brak nam dobrego oświetlenia, przedpokój jest ciemny, a nie mam też dobrej lampy do aparatu, ale z czasem nasz dom nabierze światła!
Tak wygląda ten piec u nas:
Październik zaczął się u nas ciepło i słoneczne. Drzewa przybrały teraz najpiękniejsze jesienne barwy, poranki są cudownie mgliste, a ja jestem szczęśliwa:) Oby ten stan trwał jak najdłużej:)
Zabieram się do zrobienia choć kilku jesiennych dekoracji, mam pomysł, ale czasu na wykonanie brak. Jedynie udało mi się znaleźć kilka kasztanów.
Pozdrawiam jesiennie:)
wtorek, 25 września 2012
Początek
Dla większości jesień to zapewne koniec. Koniec roku, koniec okresu wegetacji roślin, koniec ciepła itp. Dla mnie przeciwnie - jesień to początek nowego. Nigdy nie mogłam się przekonać do robienia "noworocznych postanowień" w styczniu. Natomiast zupełnie naturalnie wychodzi mi to teraz. Być może związane jest to z tym, że zawsze jesienią zaczynał się nowy rok szkolny, a później akademicki. Nie tylko ja czuję teraz początek nowego. Wczoraj zakupiłam najnowszy numer Vakre, a tam redaktor naczelna wypisuje we wstępnie dokładnie to samo! ;)
Niedawno wróciłam z Polski, ciepłej, suchej i już jesiennej. Wygrzałam się, choć u nas w górach wieczory i poranki były już bardzo zimne. Potrzebowałam tego po zimnym norweskim lecie. Przez ten urlop nasze prace remontowe stanęły w miejscu, ale jest jedna rzecz, która jest gotowa. PIEC :)) Kilka dni przed wyjazdem dostałam telefon ze sklepu, że nasz zamówiony piecyk przybył już ze Szwecji i jest do odebrania. Były z tym odebraniem małe kłopoty, bo piec waży ponad 200 kg, ale dzięki pomocy sąsiadów udało nam się sprawnie zainstalować go w salonie. Teraz muszę porobić zdjęcia i o tym cudnym kominku opowiem Wam w kolejnym poście.
Teraz musimy jak najszybciej zabrać się za kuchnię. Jest już pomierzona i zaplanowana. Pozostaje wybrać kafelki na podłogę i zabrać się za realizację projektu. Przerażają mnie koszty tego przedsięwzięcia, ale dzięki Bogu jest Ikea z pięknymi kuchniami w przystępnych cenach więc może zmieścimy się w budżecie.
Zaczęłam też kolejny kurs norweskiego. Mieszkam tu już półtora roku i radzę sobie nieźle z językiem tym, ale chcę go poznać porządnie, żeby zdobyć pracę zgodną z kwalifikacjami. Nie mam więc wyjścia, muszę się szkolić;) Boję się tylko, że trochę za dużo wszystkiego na raz.
Dziś pada deszcz, muszę przełożyć spacer do lasu po jesienne dary. Będę za to uczyć się, czytać Vakre i robić naleśniki ze szpinakiem na obiad:)
Jedno ze zdjęć zrobione podczas wędrówki po Gorcach:) Kocham te miejsca jesienią!
Niedawno wróciłam z Polski, ciepłej, suchej i już jesiennej. Wygrzałam się, choć u nas w górach wieczory i poranki były już bardzo zimne. Potrzebowałam tego po zimnym norweskim lecie. Przez ten urlop nasze prace remontowe stanęły w miejscu, ale jest jedna rzecz, która jest gotowa. PIEC :)) Kilka dni przed wyjazdem dostałam telefon ze sklepu, że nasz zamówiony piecyk przybył już ze Szwecji i jest do odebrania. Były z tym odebraniem małe kłopoty, bo piec waży ponad 200 kg, ale dzięki pomocy sąsiadów udało nam się sprawnie zainstalować go w salonie. Teraz muszę porobić zdjęcia i o tym cudnym kominku opowiem Wam w kolejnym poście.
Teraz musimy jak najszybciej zabrać się za kuchnię. Jest już pomierzona i zaplanowana. Pozostaje wybrać kafelki na podłogę i zabrać się za realizację projektu. Przerażają mnie koszty tego przedsięwzięcia, ale dzięki Bogu jest Ikea z pięknymi kuchniami w przystępnych cenach więc może zmieścimy się w budżecie.
Zaczęłam też kolejny kurs norweskiego. Mieszkam tu już półtora roku i radzę sobie nieźle z językiem tym, ale chcę go poznać porządnie, żeby zdobyć pracę zgodną z kwalifikacjami. Nie mam więc wyjścia, muszę się szkolić;) Boję się tylko, że trochę za dużo wszystkiego na raz.
Dziś pada deszcz, muszę przełożyć spacer do lasu po jesienne dary. Będę za to uczyć się, czytać Vakre i robić naleśniki ze szpinakiem na obiad:)
Jedno ze zdjęć zrobione podczas wędrówki po Gorcach:) Kocham te miejsca jesienią!
wtorek, 28 sierpnia 2012
Jesienny wiatr
Witam:)
Sierpniowa pogoda nas rozpieszcza! Prawie wcale nie pada, jest rześko i słonecznie:) Idealnie, ponieważ mamy mnóstwo pracy. Ostatnio gościła u nas pani Koparka, która wykopywała i zakopywała, równała, przesuwała, a nawet przesadzała rośliny. Został po niej duuży kawał ziemi, na którym będziemy musieli posiać trawę, coby na rok następny było już zielono. Koparka narobiła nieco zmian w naszym ogrodzie, ale pozytywnych zmian. Teraz trzeba będzie zabrać się do prac ręcznych, w ruch pójdą grabki, łopaty itp. Pewnie minie kilka lat zanim nasz ogród będzie piękny, ale tak to już jest.
Kiedy wczoraj grabiłam korzenie i kamyki, pozostałości po naszej pani Koparce, poczułam jesień:)) Jej zapach został przyniesiony z wiatrem. Lekko wilgotnym, chłodnawym, zwiastującym zmianę. Bardzo zatęskniłam za Polską i moimi ukochanymi Gorcami, gdzie właśnie przełom sierpnia i września był najpiękniejszy. Kiedy mieszkałam w moim rodzinnym domu, na początku jesieni każdą wolną chwilę spędzałam na wędrówkach po górach. Zbierałam grzyby, ostatnie jagody (w górach dojrzewają później), jeżyny. Robiłam jesienne bukiety, albo po prostu siadałam na polanie i wdychałam jesień. To są moje najwspanialsze wspomnienia związane z dzieciństwem i młodością (choć stara nie jestem ;)). W górach wtedy robiło się pusto, gospodarze zwieźli siano, krowy wypasali już tylko w dolinach, turyści powracali do miast, a ja wtedy miałam je tylko dla siebie! Uwielbiam samotne wędrówki. I mogłabym tak bez końca rozpisywać się nad jesienią.
Tu, w Norwegii, jesień trwa krótko. Jest chłodna, nie ma babiego lata. Dużo pada. Ale i tak ją lubię;)
Koniec sierpnia zachwyca kolorami jarzębiny, wrzosów i brusznicy:) Zwłaszcza te dwie ostatnie rośliny są jednymi z moich ukochanych.
Nie ma to, jak przed domem mieć "parking" na łódkę:)) I like it!
Sierpniowa pogoda nas rozpieszcza! Prawie wcale nie pada, jest rześko i słonecznie:) Idealnie, ponieważ mamy mnóstwo pracy. Ostatnio gościła u nas pani Koparka, która wykopywała i zakopywała, równała, przesuwała, a nawet przesadzała rośliny. Został po niej duuży kawał ziemi, na którym będziemy musieli posiać trawę, coby na rok następny było już zielono. Koparka narobiła nieco zmian w naszym ogrodzie, ale pozytywnych zmian. Teraz trzeba będzie zabrać się do prac ręcznych, w ruch pójdą grabki, łopaty itp. Pewnie minie kilka lat zanim nasz ogród będzie piękny, ale tak to już jest.
Kiedy wczoraj grabiłam korzenie i kamyki, pozostałości po naszej pani Koparce, poczułam jesień:)) Jej zapach został przyniesiony z wiatrem. Lekko wilgotnym, chłodnawym, zwiastującym zmianę. Bardzo zatęskniłam za Polską i moimi ukochanymi Gorcami, gdzie właśnie przełom sierpnia i września był najpiękniejszy. Kiedy mieszkałam w moim rodzinnym domu, na początku jesieni każdą wolną chwilę spędzałam na wędrówkach po górach. Zbierałam grzyby, ostatnie jagody (w górach dojrzewają później), jeżyny. Robiłam jesienne bukiety, albo po prostu siadałam na polanie i wdychałam jesień. To są moje najwspanialsze wspomnienia związane z dzieciństwem i młodością (choć stara nie jestem ;)). W górach wtedy robiło się pusto, gospodarze zwieźli siano, krowy wypasali już tylko w dolinach, turyści powracali do miast, a ja wtedy miałam je tylko dla siebie! Uwielbiam samotne wędrówki. I mogłabym tak bez końca rozpisywać się nad jesienią.
Tu, w Norwegii, jesień trwa krótko. Jest chłodna, nie ma babiego lata. Dużo pada. Ale i tak ją lubię;)
Koniec sierpnia zachwyca kolorami jarzębiny, wrzosów i brusznicy:) Zwłaszcza te dwie ostatnie rośliny są jednymi z moich ukochanych.
Nie ma to, jak przed domem mieć "parking" na łódkę:)) I like it!
czwartek, 16 sierpnia 2012
Lato w Norwegii
Lata w Norwegii tego roku nie było, ale przeglądając zdjęcia natrafiłam na te z zeszłego. To był sierpień. Na dwa tygodnie zostałam opiekunką trzech piesków, których właścicielka wyjechała na wakacje:) Spędziłam z nimi niejedno urocze popołudnie na tarasie. Zrobiłam sporo zdjęć, które moim zdaniem wspaniale oddają klimat leniwego letniego popołudnia:)
Na większości blogów czytam, że już czujecie jesień. Ja jeszcze nie. Może po prostu nie chcę jej jeszcze poczuć, bo nie nacieszyłam się latem? Choć kocham jesień, jest moją ulubioną porą roku, u mnie jeszcze będzie lato minimum przez tydzień!:)
Nie wiem jak to jest w innych rejonach Norwegii, ale u mnie, na południowym wybrzeżu, popularne są tabliczki przy drzwiach za starej dachówki, na których namalowane są różne lokalne motywy i wypisane są osoby mieszkające w domu:) Dzięki temu wiadomo, że dzwonimy do właściwych drzwi:) Nad morzem są motywy marine, troszkę w głąb lądu często trafić można na trolle, pojawiają się obrazki myśliwskie - jeśli właściciel domu jest myśliwym lub krówki czy konie - jeśli jest farmerem. Jestem tym zauroczona:) Podobnie z resztą malowane są skrzynki na listy (tych jednak jeszcze nie sfotografowałam). Tu przykład takiej dachówki, akurat bez imion właścicieli:
Na koniec pieski, u których gościłam. Pudel, shi tzu i bichon frise. Pudel jak to pudel, pies z trudnym charakterkiem i samolubny moim zdaniem, natomiast dwoma pozostałymi byłam zachwycona. Generalnie lubię duże "psowe" psy. Te małe zawsze traktowałam z przymrużeniem oka, ale i one potrafią być wspaniałe! :) Ogromne wrażenie zrobiła na mnie suczka Thea shi tzu. W tym małym ciele mieszka wielki odważny i waleczny pies, z prawdziwie tybetańskim, stonowanym charakterem. Chętnie kiedyś zostanę właścicielką takiego kudłatego stworzonka, a wszystkim którzy chcą małego pieska polecam tą rasę. Oto ona, tu wygląda jakby była smutna, ale może jest w stanie głębokiej zadumy?;) :
Na koniec Tinka bichon frise przysypiająca na leżaku, a w jej oczach letnie gorące popołudnie (chyba najlepsze psie zdjęcie jakie kiedykolwiek zrobiłam):
Pudel zapozować nie chciał, więc jak nie to nie;)
Życzę wszystkim jeszcze co najmniej kilku takich letnich chwil, zanim nadejdzie jesień:))
Na większości blogów czytam, że już czujecie jesień. Ja jeszcze nie. Może po prostu nie chcę jej jeszcze poczuć, bo nie nacieszyłam się latem? Choć kocham jesień, jest moją ulubioną porą roku, u mnie jeszcze będzie lato minimum przez tydzień!:)
Nie wiem jak to jest w innych rejonach Norwegii, ale u mnie, na południowym wybrzeżu, popularne są tabliczki przy drzwiach za starej dachówki, na których namalowane są różne lokalne motywy i wypisane są osoby mieszkające w domu:) Dzięki temu wiadomo, że dzwonimy do właściwych drzwi:) Nad morzem są motywy marine, troszkę w głąb lądu często trafić można na trolle, pojawiają się obrazki myśliwskie - jeśli właściciel domu jest myśliwym lub krówki czy konie - jeśli jest farmerem. Jestem tym zauroczona:) Podobnie z resztą malowane są skrzynki na listy (tych jednak jeszcze nie sfotografowałam). Tu przykład takiej dachówki, akurat bez imion właścicieli:
Na koniec pieski, u których gościłam. Pudel, shi tzu i bichon frise. Pudel jak to pudel, pies z trudnym charakterkiem i samolubny moim zdaniem, natomiast dwoma pozostałymi byłam zachwycona. Generalnie lubię duże "psowe" psy. Te małe zawsze traktowałam z przymrużeniem oka, ale i one potrafią być wspaniałe! :) Ogromne wrażenie zrobiła na mnie suczka Thea shi tzu. W tym małym ciele mieszka wielki odważny i waleczny pies, z prawdziwie tybetańskim, stonowanym charakterem. Chętnie kiedyś zostanę właścicielką takiego kudłatego stworzonka, a wszystkim którzy chcą małego pieska polecam tą rasę. Oto ona, tu wygląda jakby była smutna, ale może jest w stanie głębokiej zadumy?;) :
Na koniec Tinka bichon frise przysypiająca na leżaku, a w jej oczach letnie gorące popołudnie (chyba najlepsze psie zdjęcie jakie kiedykolwiek zrobiłam):
Pudel zapozować nie chciał, więc jak nie to nie;)
Życzę wszystkim jeszcze co najmniej kilku takich letnich chwil, zanim nadejdzie jesień:))
środa, 15 sierpnia 2012
Ogrodowo
Witam wreszcie z nowego domu!
Ostatnio mieliśmy mnóstwo pracy: przeprowadzka, sprzątanie starego mieszkania, zakupy (a to zamrażarka jest potrzebna, a to czajnik, a to znowuż kosiarka) i mnóstwo papierkowej roboty związanej z kredytem. Ale w końcu od 1. sierpnia jesteśmy u siebie!!!:)) Pracy w domu i ogrodzie jest tyle, ze nie wiadomo w co ręce włożyć. Mniej więcej ogarnęliśmy środek, tak, że przynajmniej wiem gdzie jaka rzecz się znajduje, ale przed nami najgorsze remonty: nowy piec, nowa kuchnia i nowa łazienka. Przypuszczam, ze zajmie nam to całą jesień.
Dom nie była od daaaawna remontowany, kuchnia woła o pomstę do nieba, ma 40 lat i nadaje się tylko do wymiany. Łudziłam się, że ja przemaluję i jakoś to będzie, ale nie ma szans. Jest okropna. Łazienka jest maleńka, będziemy ją powiększać kosztem szafy wnękowej w sypialni. Ale i tak jest cudownie:) Jeszcze pewno długo nie zamieszczę zdjęć wnętrza, bo to ma być blog o rzeczach pięknych, a nie paskudztwach;) Ale później nadrobię:)
Dziś pokażę wam odrobinę ogrodu:) Z racji pięknej pogody dom zostawiliśmy i pracujemy w ogrodzie. Musieliśmy ściąć chyba z 10 drzew, które najbardziej zasłaniały słońce. Działkę mamy niezwykle słoneczną, co w Norwegii jest bardzo ważne, ale była tak zarośnięta, że zamiast trawnika jest mech. Mech jest też na dachu. Musimy z nim skończyć, bo wilgoć nie służy domom.
Pierwszą rzeczą, jaką zakupiliśmy do ogrodu była hamak!:) Najwspanialszy wynalazek odpoczynkowy:) I teraz w każdej wolnej chwili hamakuję sobie czytając o wnętrzach = teraz naprawdę potrzebuję inspiracji!
Jesteśmy teraz mieszkańcami wsi, co widać z każdej strony, za domem pasą się konie sąsiada, a jakieś pół kilometra dalej jest duża stadnina. To naprawdę urocze:)
Wreszcie też możemy mieć zwierzątka, nikt na nas nie może nałożyć zakazu ich posiadania. Nie jest to mój wymarzony pies (JESZCZE), tylko mały kotek, ale i tak jestem nim zauroczona. Mąż dostał go od kolegi. Był najsłabszym ze wszystkich kociąt, urodził się z wadą genetyczną: nie ma ogona i u jednej łapki ma tylko dwa pazurki. Jednak nie przeszkadza mu to w szaleństwach i drapaniu;) i jest okazem zdrowia, tylko dziwnym okazem;D Z racji braku ogonka przypomina rysia, więc nazwaliśmy ją Ryszardą, czyli Ryśką:) Bo ten kotek to dziewczynka:)
Kończę z nadzieją pisania częściej i zaglądania częściej na inne blogi! Pozdrawiam tych, którzy tu zaglądają:)
piątek, 20 lipca 2012
Lato, którego nie ma :(
Czekam na lato, ale chyba się nie doczekam:( Jestem załamana tym. Jest zimno i mokro, już nie pamiętam kiedy ostatnio było cieplej niż 20 stopni. Prawie każdy dzień spędzam w pracy, a jak już mem wolny ranek, wieczór lub weekend, to nawet nie chce mi się wychodzić z domu, bo pogoda delikatnie mówiąc nie dopisuje. Oczywiście staram się przywołać lato, ale na siłę się nie da:(( Robiłam ciasto z rabarbarem, koktajl z borówkami, jadłam czereśnie, truskawki i....... NIC. Nie poczułam lata. Potrzebuję ciepła!!! Najgorsze jest to, że całe lato tu spędzę.
Ale są też plusy: wczoraj podpisaliśmy umowę kupna domu i 1 sierpnia wprowadzamy się na swoje! :)) I z tego powodu nigdzie przed jesienią nie wyjedziemy. To nic. Wreszcie będę miała co urządzać i remontować:)) Byle tylko się troszkę ociepliło.
W ostatnią niedzielę było całkiem ładnie, choć chłodno. Byliśmy na wycieczce górskiej. Oto zdjęcia:
Ale są też plusy: wczoraj podpisaliśmy umowę kupna domu i 1 sierpnia wprowadzamy się na swoje! :)) I z tego powodu nigdzie przed jesienią nie wyjedziemy. To nic. Wreszcie będę miała co urządzać i remontować:)) Byle tylko się troszkę ociepliło.
W ostatnią niedzielę było całkiem ładnie, choć chłodno. Byliśmy na wycieczce górskiej. Oto zdjęcia:
Subskrybuj:
Posty (Atom)






