wtorek, 16 października 2012

Wieszak na biżuterię


Nareszcie mam! Wieszak na kolczyki i inne świecidełka. A w dodatku sama go zrobiłam:)) I dziś opiszę Wam w jaki sposób.
Nie posiadam jakiejś niesamowitej kolekcji biżuterii, ale coś tam mam. I wszystkie te moje ozdoby zawsze były wszędzie. W łazience, w mojej torebce, w portfelu a nawet w samochodowym schowku:P Aż powiedziałam dość - muszę coś z tym uczynić. Jak już wspominałam, obiecałam sobie kreatywnie wykorzystać kawałki tapet. Jeden z tych projektów to właśnie tenże wieszak. Gdzieś już podobne widziałam i to mnie natchnęło.
Zrobienie go jest proste. Wystarczy drewniana ramka na zdjęcia bez szyby (najlepiej nielakierowana, jeśli chcecie pobielić), kawałek tapety wielkości tej ramki (u mnie A4), klej, wkręcane uchwyty, biała farba akrylowa, gąbka lub pędzelek.
Ramka była stara, a drewno ciemne, więc odświeżyłam ją bieląc farbą akrylową. W tym celu moczyłam gąbką drewno, a następnie przecierałam wzdłuż słojów inną gąbką z odrobiną akrylu. Później na tył ramki nakleiłam tapetę. Użyłam do tego mocnego kleju do papieru, bo akurat u mnie tył ramy był z twardej tektury. Następnie ramkę nałożyłam na tekturę z tapetą i przy pomocy linijki i ołówka wymierzyłam i zaznaczyłam gdzie wkręcę wieszaczki. Miałam ich 10 sztuk.

Ostatnim krokiem był ich wkręcenie. Trzeba uważać, coby nie uszkodzić tapety. Wbrew pozorom w tej tekturze wcale nie wkręcało się łatwo;) i wkręty są ciut za długie i wystają z tyłu, ale u mnie to nie przeszkadza w niczym, a zawsze można je obciąć.
A to efekt końcowy:


Teraz pozostaje mi podjąć decyzję gdzie ten "obrazek" zawiesić. Chyba będzie to sypialnia.
To mój pierwszy taki kreatywny post, ale zapewne nieostatni:) Mam nadzieję, że kogoś zainspiruję to stworzenia takiego wieszaka.

piątek, 12 października 2012

Tapety


Nasz dom zbudowany jest w technologii szkieletowej, a jego wewnętrzne ściany to po prostu płyty, które muszą być czymś "obite". Poprzedni właściciele postawili na tapety (z wyjątkiem korytarza, gdzie ściany są drewniane). Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że widać mieli inny gust niż ja, bo tapety owe są paskudne! A i wiek już swój mają na moje oko pełnoletni;) My chcielibyśmy w części salonu, tej kominkowo - kanapowo - telewizyjnej, obłożyć ściany pobielanymi deskami ustawionymi poziomo:) Stworzy to zapewne przytulny klimat, no i bielone drewno podoba nam się ogromnie! Jednak w części jadalnej chcę mieć tapetę, podobnie jak w sypialni. Tapety potrafią być przepiękne i zawsze raz na jakiś czas można je zmienić, gdy się znudzą.
Do zmiany tapet zapewne jeszcze trochę czasu upłynie, ale snując plany przyszłego wyglądu domu, zaczęłam przeszukiwać internet w poszukiwaniu tapet, które przypadną mi do gustu. Kryteria były takie: jasna i nawiązująca do natury, w skandynawskim stylu. Nie lubię geometrycznych wzorów na tapetach. Nie chcę też tapety retro, choć jestem nimi zachwycona (zwłaszcza tymi nawiązującymi do lat sześćdziesiątych) Internetowe sklepy tapeciarskie mają ogromny wybór kolekcji tapet z całego świata. I co ciekawe, te które mi się podobają, w Polsce kosztują tyle samo co np. w Norwegii. Więc wybór mój padł na sklep Flugger.no (to chyba oddział dużego sklepu szwedzkiego). Zamówiłam tam w niedzielę próbki dziesięciu tapet (każda próbka formatu A4, za jedyne 4 korony), które przybyły do mnie wczoraj:)))


Co o nich myślicie? Oczywiście niektóre zupełnie inaczej prezentowały się za zdjęciach w sklepie, niż w rzeczywistości, ale kilka z nich spełnia moje oczekiwania:)
Oto mój faworyt do sypialni, zdjęcie ciut ciemne, ale przecież tapetę będę też widywała przy słabszym oświetleniu, wyżej widać ten wzór lepiej oświetlony:

 lub ta:


A do kącika jadalnego taka:


Próbki są tak ładne, że postanowiłam wykorzystać je kreatywnie, o czym zapewne tutaj opowiem, jak to już uczynię. I nie wykluczone, że zamówię ich więcej, nawet takich, które nie koniecznie chcę mieć na ścianie, ale po prostu mi się podobają:))

poniedziałek, 8 października 2012

Kolejny jesienny...

...Post, kolejny jesienny dzień:) Weekend minął nam wspaniale, a to za sprawą cudownej pogody! Sobota była ogródkowa. Musiałam wywieźć trochę gałęzi i kamieni. Nie wiem, kiedy ten nasz ogródek będzie ładny, może dopiero pod koniec przyszłego roku. Ale nie od razu Rzym zbudowano! Posadziłam też troszkę krokusów, tulipanów i szafirków, żeby choć kilka kwiatuszków cieszyło moje oko wiosną. Mam cichą nadzieję, że poprzedni właściciele mieli tu jakieś cebulowe kwiaty i że wyrosną one wiosną, ale na wszelki wypadek muszę mieć tez swoje. Małżonek mój pracował nad fundamentem pod taras. A raczej pod tarasowejście. Wcześniej mieliśmy brzydkie, betonowe schody wejściowe, które były nieco pokruszone od mrozu. Teraz w ich miejscu będą drewniane, z tarasem o powierzchni ok 7m kwadratowych. Rankiem i południem jest to bardzo słoneczne miejsce, przyda się więc mieć tam stolik z krzesłami. A w niedzielę byliśmy na małej przejażdżce. Nie mogłam wprost nacieszyć się spacerem pośród drzew i jezior. Nie przeszkadzał mi nawet silny, zimny wiatr!



A teraz pokażę mój jesienny świecznik. Niedawno odwiedziłam sklepik z różnymi gratami (który odkrył mój mąż w drodze z pracy) i kupiłam dużo różności, między innymi śliczną szklaną wazę. Posłużyłam mi jako świecznik ozdobiony skarbami lasu. Są w niej kasztany, patyki z porostami, wrzosy, szyszki. Stroik stoi na stoliku w salonie i co wieczór zapalamy w nim świeczuszkę.


Na zakończenie kolejny drobiazg zakupiony w wyżej wspomnianym sklepiku: zielony świecznik na łańcuszku. Zbliżają się chłody i ciemności, a nic tak nie ociepla atmosfery domowej jak zapalone świece czy latarenki:) Uwielbiam!

Moja przygoda blogowa zaczęła się całkiem niedawno i wiele muszę się nauczyć. Mam nadzieję, że będę ulepszać z czasem moje posty i zdjęcia:) Jak wiecie, zajmuje to mnóstwo czasu, który nie zawsze jest. Miło mi, że są ludzie tu zaglądający:)
Pozdrawiam z południa północy:) B.

wtorek, 2 października 2012

Kominek

Tak jak wspominałam ostatnio, będzie o naszym nowym piecu. Jesień to początek sezonu grzewczego (my palimy już od dwóch tygodni każdego wieczora), a kominek to chyba najprzyjemniejszy sposób ogrzewania :) Kiedy kupiliśmy dom, źródłem ogrzewania był piec olejowy. Taki stojący w salonie i udający piecyk kaflowy, ale było toto opalane olejem. Przed domem stała beczka ze znaczkiem Statoil - zapasy oleju opałowego. Brzydkie to było, śmierdzące i nie wyobrażaliśmy sobie by tego używać! Być może czterdzieści lat temu był to cud techniki, ale czasy świetności ten piec miał już za sobą. I powiedzmy sobie szczerze - ani to ekologiczne, ani przyjemne, ani tanie! Zwłaszcza koszty są dość wysokie. Zdziwiona byłam, ze w Norwegii, kraju lasów i dbania o środowisko, takie rzeczy są w domach. Przecież tu się pali drzewem!
Wielu mieszkańców nawet na oczy nie widziało węgla, a gaz tylko eksportują (gotuje się, ogrzewa wodę, itp tylko i wyłącznie przy użyciu energii elektrycznej). Od razu postanowiliśmy, że trzeba kupić piec, taką kozę - kominek, który nas ogrzeje w zimowe dni i będzie przy okazji ładny.

Skandynawowie są moim zdaniem mistrzami w produkcji takich piecyków, są one ładne, wydajne i długowieczne. Do wyboru są duńskie, norweskie, fińskie czy szwedzkie, naprawdę doskonałej jakości. Ceny są bardzo różne, w zależności od wydajności i wielkości. My zdecydowaliśmy się na piec drogi, ale oszczędny i niezwykle wydajny, bo obłożony specjalnym kamieniem magazynującym ciepło. I już wiemy, ze ta inwestycja szybko się zwróci! Piecyk ten ogrzewa nam cały jeden poziom, czyli ok 91 metrów kwadratowych (nie grzeje tylko piwnicy, tam jest inny, z resztą tam może być zimno). Stoi w salonie, ale blisko przedpokoju i kuchni, toteż ciepło równomiernie się rozchodzi.
Oto nasz kominek z katalogu producenta (szwedzka Contura):





U nas wydaje się większy, no i jeszcze nie ma tak pięknego otoczenia. Na ścianie w salonie jest okropna tapeta, a przedpokój jest pomalowany na niebiesko i bordowo, po prostu tragedia;) Będziemy musieli to zmienić, ale nie da się wszystkiego na raz zrobić.  Podczas czyszczenia starego tynku z komina okazało się, że pod spodem znajduje się stara ładna cegła. Komin w założeniu miał być obłożony kamieniem, ale postanowiliśmy, że cegła zostaje! Dość ciemno w tej chwili się to prezentuje, bo brak nam dobrego oświetlenia, przedpokój jest ciemny, a nie mam też dobrej lampy do aparatu, ale z czasem nasz dom nabierze światła!
Tak wygląda ten piec u nas:




Październik zaczął się u nas ciepło i słoneczne. Drzewa przybrały teraz najpiękniejsze jesienne barwy, poranki są cudownie mgliste, a ja jestem szczęśliwa:) Oby ten stan trwał jak najdłużej:)


Zabieram się do zrobienia choć kilku jesiennych dekoracji, mam pomysł, ale czasu na wykonanie brak. Jedynie udało mi się znaleźć kilka kasztanów.


Pozdrawiam jesiennie:)

wtorek, 25 września 2012

Początek

Dla większości jesień to zapewne koniec. Koniec roku, koniec okresu wegetacji roślin, koniec ciepła itp. Dla mnie przeciwnie - jesień to początek nowego. Nigdy nie mogłam się przekonać do robienia "noworocznych postanowień" w styczniu. Natomiast zupełnie naturalnie wychodzi mi to teraz. Być może związane jest to z tym, że zawsze jesienią zaczynał się nowy rok szkolny, a później akademicki. Nie tylko ja czuję teraz początek nowego. Wczoraj zakupiłam najnowszy numer Vakre, a tam redaktor naczelna wypisuje we wstępnie dokładnie to samo! ;)





Niedawno wróciłam z Polski, ciepłej, suchej i już jesiennej. Wygrzałam się, choć u nas w górach wieczory i poranki były już bardzo zimne. Potrzebowałam tego po zimnym norweskim lecie. Przez ten urlop nasze prace remontowe stanęły w miejscu, ale jest jedna rzecz, która jest gotowa. PIEC :)) Kilka dni przed wyjazdem dostałam telefon ze sklepu, że nasz zamówiony piecyk przybył już ze Szwecji i jest do odebrania. Były z tym odebraniem małe kłopoty, bo piec waży ponad 200 kg, ale dzięki pomocy sąsiadów udało nam się sprawnie zainstalować go w salonie. Teraz muszę porobić zdjęcia i o tym cudnym kominku opowiem Wam w kolejnym poście.
Teraz musimy jak najszybciej zabrać się za kuchnię. Jest już pomierzona i zaplanowana. Pozostaje wybrać kafelki na podłogę i zabrać się za realizację projektu. Przerażają mnie koszty tego przedsięwzięcia, ale dzięki Bogu jest Ikea z pięknymi kuchniami w przystępnych cenach więc może zmieścimy się w budżecie.
Zaczęłam też kolejny kurs norweskiego. Mieszkam tu już półtora roku i radzę sobie nieźle z językiem tym, ale chcę go poznać porządnie, żeby zdobyć pracę zgodną z kwalifikacjami. Nie mam więc wyjścia, muszę się szkolić;) Boję się tylko, że trochę za dużo wszystkiego na raz.
Dziś pada deszcz, muszę przełożyć spacer do lasu po jesienne dary. Będę za to uczyć się, czytać Vakre i robić naleśniki ze szpinakiem na obiad:)

Jedno ze zdjęć zrobione podczas wędrówki po Gorcach:) Kocham te miejsca jesienią!

wtorek, 28 sierpnia 2012

Jesienny wiatr

Witam:)
Sierpniowa pogoda nas rozpieszcza! Prawie wcale nie pada, jest rześko i słonecznie:) Idealnie, ponieważ mamy mnóstwo pracy. Ostatnio gościła u nas pani Koparka, która wykopywała i zakopywała, równała, przesuwała, a nawet przesadzała rośliny. Został po niej duuży kawał ziemi, na którym będziemy musieli posiać trawę, coby na rok następny było już zielono. Koparka narobiła nieco zmian w naszym ogrodzie, ale pozytywnych zmian. Teraz trzeba będzie zabrać się do prac ręcznych, w ruch pójdą grabki, łopaty itp. Pewnie minie kilka lat zanim nasz ogród będzie piękny, ale tak to już jest.
Kiedy wczoraj grabiłam korzenie i kamyki, pozostałości po naszej pani Koparce, poczułam jesień:)) Jej zapach został przyniesiony z wiatrem. Lekko wilgotnym, chłodnawym, zwiastującym zmianę. Bardzo zatęskniłam za Polską i moimi ukochanymi Gorcami, gdzie właśnie przełom sierpnia i września był najpiękniejszy. Kiedy mieszkałam w moim rodzinnym domu, na początku jesieni każdą wolną chwilę spędzałam na wędrówkach po górach. Zbierałam grzyby, ostatnie jagody (w górach dojrzewają później), jeżyny. Robiłam jesienne bukiety, albo po prostu siadałam na polanie i wdychałam jesień. To są moje najwspanialsze wspomnienia związane z dzieciństwem i młodością (choć stara nie jestem ;)). W górach wtedy robiło się pusto, gospodarze zwieźli siano, krowy wypasali już tylko w dolinach, turyści powracali do miast, a ja wtedy miałam je tylko dla siebie! Uwielbiam samotne wędrówki. I mogłabym tak bez końca rozpisywać się nad jesienią.
Tu, w Norwegii, jesień trwa krótko. Jest chłodna, nie ma babiego lata. Dużo pada. Ale i tak ją lubię;)
Koniec sierpnia zachwyca kolorami jarzębiny, wrzosów i brusznicy:) Zwłaszcza te dwie ostatnie rośliny są jednymi z moich ukochanych.


Nie ma to, jak przed domem mieć "parking" na łódkę:)) I like it!




czwartek, 16 sierpnia 2012

Lato w Norwegii

Lata w Norwegii tego roku nie było, ale przeglądając zdjęcia natrafiłam na te z zeszłego. To był sierpień. Na dwa tygodnie zostałam opiekunką trzech piesków, których właścicielka wyjechała na wakacje:) Spędziłam z nimi niejedno urocze popołudnie na tarasie. Zrobiłam sporo zdjęć, które moim zdaniem wspaniale oddają klimat leniwego letniego popołudnia:)

Na większości blogów czytam, że już czujecie jesień. Ja jeszcze nie. Może po prostu nie chcę jej jeszcze poczuć, bo nie nacieszyłam się latem? Choć kocham jesień, jest moją ulubioną porą roku, u mnie jeszcze będzie lato minimum przez tydzień!:)



Nie wiem jak to jest w innych rejonach Norwegii, ale u mnie, na południowym wybrzeżu, popularne są tabliczki przy drzwiach za starej dachówki, na których namalowane są różne lokalne motywy i wypisane są osoby mieszkające w domu:) Dzięki temu wiadomo, że dzwonimy do właściwych drzwi:) Nad morzem są motywy marine, troszkę w głąb lądu często trafić można na trolle, pojawiają się obrazki myśliwskie - jeśli właściciel domu jest myśliwym lub krówki czy konie - jeśli jest farmerem. Jestem tym zauroczona:) Podobnie z resztą malowane są skrzynki na listy (tych jednak jeszcze nie sfotografowałam). Tu przykład takiej dachówki, akurat bez imion właścicieli:


Na koniec pieski, u których gościłam. Pudel, shi tzu i bichon frise. Pudel jak to pudel, pies z trudnym charakterkiem i samolubny moim zdaniem, natomiast dwoma pozostałymi byłam zachwycona. Generalnie lubię duże "psowe" psy. Te małe zawsze traktowałam z przymrużeniem oka, ale i one potrafią być wspaniałe! :) Ogromne wrażenie zrobiła na mnie suczka Thea shi tzu. W tym małym ciele mieszka wielki odważny i waleczny pies, z prawdziwie tybetańskim, stonowanym charakterem. Chętnie kiedyś zostanę właścicielką takiego kudłatego stworzonka, a wszystkim którzy chcą małego pieska polecam tą rasę. Oto ona, tu wygląda jakby była smutna, ale może jest w stanie głębokiej zadumy?;) :


Na koniec Tinka bichon frise przysypiająca na leżaku, a w jej oczach letnie gorące popołudnie (chyba najlepsze psie zdjęcie jakie kiedykolwiek zrobiłam):


Pudel zapozować nie chciał, więc jak nie to nie;)
Życzę wszystkim jeszcze co najmniej kilku takich letnich chwil, zanim nadejdzie jesień:))