poniedziałek, 19 marca 2012

Wiosna!

Od kilku dni mogę już śmiało powiedzieć, że jest wiosna:) Wszystkie znaki na niebie i na ziemi na to wskazują. Słońce świeci, śniegu już nie ma, dni już coraz dłuższe. Najważniejsze jest jednak to, że pojawiły się krokusy. Uwielbiam je. Szkoda tylko, że kwitną tak krótko.Te oto są przed moim domem:


W donicy mam już pierwsze kwiaty, są dość wytrzymałe na ewentualne przymrozki;)


Tydzień temu widziałam pierwszego motylka. Sprawiło mi to wielką radość. Ale żeby było jasne - ja za wiosną nie przepadam. Oczywiście niezwykle miło jest, kiedy po tylu ciemnych i zimnych miesiącach pojawia się słońce, a przyroda budzi się do życia, jednak wolę wszystkie inne pory roku. Wiosna jest przeważnie za zimna, za mokra i za szara. A w dodatku jestem zawsze blada po zimnie:P Dopiero koniec maja sprawia, że odżywam:)
Wkrótce Wielkanoc. Dla mnie te święta nie są tak magiczne jak grudniowe, ale śniadanie wielkanocne to dla mnie najważniejszy posiłek w roku! Ja ogólnie śniadania kocham:) W miniony weekend zaglądałam na blogi w poszukiwaniu wielkanocnych inspiracji, ale nie znalazłam jeszcze wielu wpisów na ten temat. A przecież zdecydowanie nie jest za wcześnie! Już czas! Pokażę wam część moich świątecznych idei. Na komodzie ustawiłam flakony (będą w nich gałązki z młodymi listkami) i skrzyneczkę z kwiatami, wkrótce pojawią się tam też pisanki (w szklanych świecznikach, przedostatnie zdjęcie). Śliczne stare filiżanki (znalazłam je w spiżarni naszego wynajmowanego domu) będą pełniły rolę świeczników i posadzona w nich została rzeżuszka. Już nie mogę się doczekać efektu końcowego. Oto co już jest przygotowane:

sobota, 10 marca 2012

Filiżanki, część pierwsza

Najpiękniejszymi rzeczami domowymi są dla mnie FILIŻANKI. Kocham je za to, że zawsze dodają elegancji. Zwykłe śniadanie robi się prawdziwą ucztą, gdy piję się kawę z pięknej filiżanki. Lubię te małe, wielkie kubki w kształcie filiżanek - to nie dla mnie. Nie wyobrażam sobie śniadania bez filiżanki kawy. Wydaje mi się, że gdyby nie było filiżanek, życie byłoby bardzo pospolite.
Mam ich całkiem sporo, ale nadal czuję niedosyt. Marzy mi się kiedyś pokaźna filiżankowa kolekcja, umieszczona w pięknej witrynie w salonie. Wyobrażam sobie, że będę opowiadać o nich odwiedzających mnie gości. Każda ma przecież swoją historię.
Dziś opowiem o dwóch. Obie zakupiłam w norweskich uroczych sklepikach ze starociami.


Biała filiżanka z brązowym wykończeniem to moja ulubiona kawowa. Właściwie to mam ich sześć, a do tego talerzyki śniadaniowe. A wszystko to za oszałamiającą cenę 35 koron:) To naprawdę bardzo tanio, zwłaszcza, że zestw był w idealnym stanie. Używam ich na co dzień. Kawa w nich to czysta przyjemność. Pochodzą z lat 80', czyli mają mniej więcej tyle lat co ja;) To filiżanki z Porsgrund - z chyba najlepszej fabryki porcelany w Norwegii. W każdym norweskim domu wypada mieć zastawę z Porsgrund, a goście pijąc kawę zerkają ukradkiem na sygnaturę:P Hehehe, takie tutejsze zboczenie narodowe. Są zaskoczeni, że ja, Polka, mam ich porcelanę w domu;))
Druga filiżanka pełni rolę jedynie ozdobną. Ma ponad 100 lat i pochodzi z francuskiego Limoges. Ta filiżanka do mokki jest tak delikatna, że nawet obawiam się jej dotykać. Po prostu siedzi i zdobi nasz dom. W delikatny wzór kwiatowy, pokryta złoceniami - wspaniała! Widać, że złoty malunek jest miejscami wytarty, ale po tylu latach to normalne. Właściwie to chciałabym ja w tym wieku tak wyglądać;D Często patrzę na nią i zastanawiam się jaką miała historię. Jak trafiła do Norweskiego bruktbutiku (sklep ze starociami), kto z niej pijał kawę, w jakim domu przetrwała wojnę, co się stało z jej towarzyszkami od kompletu...
Oto ona:



I tym uroczym akcentem kończę. Do filiżankowych tematów zapewne powrócę.